Z pamiętnika emigranta (1): jak NIE zostałem marynarzem w PRL-u

  • Głosy czytelników
  • /
  • Notatki Tomka Piechockiego
  • /
  • 16 00:00:00 sierpnia 2015
  • /
  • 0 komentarzy
Z pamiętnika emigranta (1): jak NIE zostałem marynarzem w PRL-u

Czy Holandia to już przystanek docelowy wszystkich moich emigracji? Tych małych - jeszcze w Polsce, i tych dużych - poza Jej granice? Nie wiem. Znam za to przyczynę, a nawet szereg przyczyn, które ostatecznie zmusiły mnie do wyjazdu. Po kolei o nich opowiem... .

Wychowując się w czasach PRL-owskiego dobrobytu, łopotu pierwszomajowych flag, pełnych (a w późniejszych czasach pustych) półek sklepowych, niezrozumiałego wtedy dla mnie stanu wojennego, zrodziło się w mojej głowie marzenie podsycane czytanymi książkami (w tamtych czasach był to jeden ze sposobów spędzania czasu) i niewytłumaczalnym zamiłowaniem do militarystyki: zostać marynarzem. Nie takim zwykłym "wodniakiem", ale... marynarzem na żaglowcu.

marynarz

W tamtym okresie, realizacja mojego celu wiązała się z ukończeniem szkoły średniej o kierunku związanym ze statkami i wodą. Znajduję taką szkołę. Jest nią Technikum Żeglugi Śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu (trochę daleko od morza). Wtedy okazało się, że osób które mają podobne do moich marzenia jest całe multum: na egzaminie wstępnym, na jedno miejsce w klasie było 16 chętnych... . Mimo to udało się. Zaliczyłem pięć wspaniałych lat (nie chodzi mi o naukę). Żagle, Mazury, Bałtyk, zdobywanie doświadczenia i kolejnych patentów. Z tytułem technik mechanik maszyn i urządzeń okrętowych, cel jest blisko!

cel

Aby go wreszcie osiągnąć, konieczny był kolejny etap: Wyższa Szkoła Morska w Gdyni. Szczęśliwy udaję się na uczelnię, gdzie oczywiście ma miejsce utarta PRL-owska procedura: egzaminy i lekarze. Tak! Ci wspaniali lekarze! Przechodząc kolejne badania z radością patrzę na kartę zapełniającą się nowymi wpisami że się nadaję. Czeka mnie jeszcze tylko okulista. Wchodzę beztrosko do gabinetu, a lekarz (bez zabawy w jakiekolwiek testy) zadaje mi pytanie: "Widziałeś kiedyś oficera marynarki w okularach?". Chwila zadumy, i odpowiadam zgodnie z prawdą że nie widziałem. Ostatni wpis w kartę brzmi: NIEZDOLNY.

titanic

Jedna chwila, i marzenia pękły jak bańka mydlana. Tonąłem jak Titanic. Szok! Pięć lat nauki, pięć lat poświęceń i wyrzeczeń, zdobyte patenty - zmarnowane. Szukam więc pracy we wszystkich zakładach związanych z pływaniem na morzu i wszędzie słyszę, że wykształcenie jak najbardziej pasuje, ale... brakuje jeszcze minimum rocznego doświadczenia w zawodzie. A skąd mam je wziąć? Na całym świecie osoby, które chcą pracować w zawodzie marynarza, po prostu idą do kapitana statku i się u niego zatrudniają. Ale nie w "bloku wschodnim" - tu marynarz musi być odpowiednio wykształcony, zdrowy jak byk, i... nie może nosić okularów. Wiedząc już, że z moich marzeń nic nie zostało, załamany wracam na Śląsk... .

wracam

Ciąg Dalszy Nastąpi

Tomek Piechocki

(Holandia, Hazerswoude-Rijndijk, 10 maja 2015)

Dodaj komentarz

Uznajemy wolność słowa i poglądów każdego naszego Czytelnika, jednak dodając swoje komentarze, prosimy o stosowanie się do zasad "netykiety". Dziękujemy.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Komentarze

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej