Top 5 holenderskich hitów czystości: brud w białych rękawiczkach

Ciekawostki | 01-04-2025 | 12:00 | Czas czytania: 4 minuty

Witajcie w Holandii – kraju, gdzie czystość to świętość, ale niekoniecznie tam, gdzie się jej spodziewasz. Oto lista największych higienicznych przebojów, które sprawią, że zaczniesz się zastanawiać: czy to jeszcze porządek, czy już performance? Zapnij fartuch, chwytaj konewkę – wchodzimy na salony czystości po niderlandzku! 😀


🥇 Miejsce 1: Podlewam, więc jestem

To nie żart. Holenderski klasyk: podlewanie betonu przed domem. Codziennie. Nawet gdy nie ma roślin. Bo jak wiadomo – kurz jest wrogiem numer jeden, a wilgotny chodnik to znak, że mieszkają tu „ludzie z zasadami”. Sąsiedzi patrzą, kiwają głowami z aprobatą. Beton mokry – reputacja sucha 😉

W Holandii chodnik nie jest tylko chodnikiem – to przedłużenie salonu, duma rodziny, świętość. A skoro świętość, to trzeba ją obmyć z codziennego grzechu kurzu, plam po mewach i… niewidocznego brudu. Co z tego, że nie ma ani jednego źdźbła trawy ani listka? Wąż ogrodowy pójdzie w ruch, a sąsiedzi patrzą z uznaniem. Czasem mam wrażenie, że podlewanie betonu to nie czynność – to rytuał inicjacyjny w społeczności „netjes mensen”. Tylko czekać, aż powstanie specjalna aplikacja do umawiania się na wspólne betonowe sprzątanie z sąsiadami 😉


🥈 Miejsce 2: Toaleta zen – bez szczotki

Drugie miejsce zajmuje mistyczna sztuka udawania, że brud nie istnieje. Wchodzisz do toalety, wszystko błyszczy… oprócz muszli. Nie ma szczotki do WC. Nie schowała się za muszlą. Nie stoi w szafce. Nie istnieje. Bo po co? „To przecież brudne!” – powie typowy Holender. I zostawi po sobie artystyczne ślady, z którymi musisz się zmierzyć ty… lub następny gość. Jest w tym jakaś filozofia zen – akceptacja przemijalności i brudu jako części życia. Holender nie czyści – Holender kontempluje. Ty też kontempluj. Najlepiej z zamkniętymi oczami 😉


🥉 Miejsce 3: Ściereczka wszystkomogąca

Na najniższym stopniu podium – ściereczka do wszystkiego. W kuchni, w łazience, na podłodze – jedna ściereczka łączy dom w jedną, bakterioaktywną całość. Jak wielorazowy talizman czystości. I kto wie – może ma więcej doświadczenia niż niejeden mop? Holenderska ściereczka to superbohater domowego porządku. Ma misję: wytrzeć wszystko, wszędzie, zawsze – niezależnie od poziomu skażenia. Jedna ściereczka może dziś przecierać blat kuchenny, jutro wycierać rozlane mleko z podłogi, a pojutrze służyć jako narzędzie do „szybkiego ogarnięcia łazienki”. Gdyby mogła mówić, prawdopodobnie krzyczałaby o pomoc. Ale nie – dzielnie znosi swój los, wyglądając jak weteran wojny domowej. Ale przecież jest jeszcze dobra! Gdyby bakterie miały głos, pewnie wykrzyczałyby: „wolność dla mikrobów!


🏅 Miejsce 4: Prysznic freestyle – wersja ekstremalna

To już klasyk alternatywny. Po prysznicu cała łazienka zamienia się w wersję beta basenu termalnego. Typowa holenderska łazienka to escape room. Gdzie zasłona prysznicowa to luksus, a brodzik to mit. Ale nikt się nie przejmuje – ważne, że odpływ działa. Prawie. A ty próbujesz nie zabić się na mokrej posadzce w klapkach z Actiona. Ale ważne, że armatura designerska. Estetyka ponad funkcjonalność 😀


🎖 Miejsce 5: Mycie rąk – sport dla wybranych

Na koniec: mycie rąk jako opcjonalna aktywność fizyczna. Co trzeci Holender nie widzi sensu. Bo przecież nie dotknął nic „brudnego”, tylko spuścił wodę i poszedł. Według badań z ostatnich lat, nawet 1 na 3 Holendrów nie myje rąk po wyjściu z toalety (z własnych doświadczeń – może nawet więcej). Ale po co? Przecież to tylko siku. A mydło kosztuje. I nie, to nie żart. A potem tymi samymi rękami biorą cię serdecznie za dłoń, częstują ciastkiem i łapią za klamkę. W lokalach gastronomicznych bywa podobnie – ręce się myje, ale w przenośni. A jeśli już mydło się pojawi, to w dozowniku, który nie widział uzupełnienia od czasów króla Wilhelma II. Czystość? Tak. Ale tylko tam, gdzie widać. Dobrze, że bakterie nie mają działu PR, bo dawno zrobiłyby z tego kampanię 😀


Dlaczego Holendrzy podlewają beton?

Tradycja i „netjes”

W holenderskiej kulturze porządek i schludność to religia. Jeśli nie masz ogrodu, bo cały przód działki wyłożony jest szarymi płytkami (czyli tzw. „tuin zonder tuin” – ogród bez ogrodu), to co pozostaje? Utrzymywać beton w czystości! A jak to się robi? Wężem ogrodowym, rzecz jasna. Dla efektu „świeżo umytej podłogi na zewnątrz”.

Demonstrowanie dbania o dom

To forma społecznego sygnału: jestem dobrym sąsiadem, dbam o czystość, więc nie pisz na mnie do gminy. Podlewanie płyt chodnikowych to coś jak pucowanie okien – robi się to z dumą i ostentacją.

Schładzanie powierzchni latem

W upalne dni niektórzy rzeczywiście robią to z zamysłem „ekologicznym” (czytaj: symbolicznym), żeby rzekomo ochłodzić beton i otoczenie. W praktyce działa to jak wylewanie wody na rozgrzaną patelnię – efekt na pięć minut.

Zmywanie kurzu, błota i…. odchodów mew

Holenderskie ulice są pełne ptasiego „uroku”. Zwłaszcza w miastach nadmorskich. Podlewanie betonu może być sposobem na pozbycie się niespodzianek zostawionych przez mewy i gołębie.

Bo tak robiła mama (i babcia)

Najważniejsze uzasadnienie. Niektóre rzeczy się robi, bo tak było zawsze 🙂


🧼 Zakończenie:

Można się śmiać, można płakać, ale jednego nie można: pozostać obojętnym na holenderską wersję czystości. To nie brud – to styl życia. I choć nasze zmysły czasem krzyczą „dlaczego?!”, odpowiedź brzmi: bo tak tu jest. A jak nie pasuje… to weź konewkę i podlej sobie beton – pomaga 😀

(holandia.online/wnl/foto(s):AI)

Wiatraczek
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.